Baśń biochemiczna.

Spread the love
  • 1
  •  
  •  
  •  
  • 1
  •  
  •  
  •  
  •  
    2
    Udostępnienia

kuracjaodwewnatrzBaśń biochemiczna

Dużo maili wpłynęło do „Uśmiechów” po wydawałoby się trudnym tekstowo newsletterze z 28 kwietnia (tym z fibroblastem w stanie neokolagenogenezy). Co najmniej kilku Czytelników nie związanych z biznesem Colway przyszło też na wykład prof. Batieczki do warszawskiego Marriotta 4 maja, gdzie ukraiński badacz pokazał ten sam fascynujący obrazek. I opowiedział m.in. o roli peptydów sygnałowych w odbudowie kolagenu naszej skóry.

To nas z kolei zachęca do opowiedzenia Wam pewnej biochemicznej baśni. Niesamowitej baśni. Kto wie, czy nie najważniejszej historii w dotychczasowych, a głównie przyszłych dziejach Colway.

„… Był rok 2015 i w świat znowu poszła wieść o kolagenie z Polski. Sensacyjna tak samo, a może nawet bardziej, niż wtedy, gdy pierwszy raz, dwadzieścia kilka lat wcześniej, wyizolowano w Gdyni ze skór rybich zbiór 3-helis kolagenowych tworzących żel, jaki okazał się gotowym dermokosmetykiem. Pierwszym „żywym” kolagenem. Pierwszym naturalnym zbiorem peptydów, które infiltrowały naskórek, docierając aż do fibroblastów. Najbardziej naturalnym preparatem anti-age w historii kosmetologii. O bardzo prostym składzie.

Tego kolagenu trójhelikalnego sprzedano miliony flakonów, ale … nie zrobił on przecież oszałamiającej kariery światowej. Nie rzuciły się na niego światowe koncerny. Nie zdobył tak szerokiej sławy polskiego eliksiru młodości, na jaką zasługiwał. Triumfy święcił głównie tam, gdzie jedna jego użytkowniczka polecała go drugiej. Nie miał wzięcia „z półki” sklepowej. Nikt nie zainwestował stu milionów dolarów w kampanię zareklamowania go światu. Dlaczego ?

Ponieważ był produktem niedoskonałym. Denaturował się już w 26-28⁰C, co uniemożliwiało udzielanie nań rękojmi czy gwarancji w każdym kraju o rozbudowanym prawie konsumenckim, a w krajach gorących zniechęcało do jego dystrybucji w ogóle. Procesy jego rozpadu były niekontrolowane i co gorsza nigdy nie powtarzalne, co praktycznie uniemożliwiało jakiekolwiek standaryzowane badania naukowe jego transdermalności i efektywności. Bo aplikowany bez wiedzy jak to robić – łuszczył się na twarzy. A może przede wszystkim dlatego, że nie dla każdego okazywał się tak spektakularnie skuteczny, jak być mógł i powinien być skuteczny, gdyż wymagał od użytkowniczek ogromnej cierpliwości i systematyczności. A kobiety współczesne oczekują od kosmetyków działania szybkiego.

Polski, rybi, hydratowany kolagen nie mógł działać szybko, gdyż obok helis zawierał też sporo tzw. reszt białkowych, ponieważ najpierw jego potrójne helisy musiały się rozpaść na skórze pod wpływem jej temperatury na spirale pojedyncze, te na pomniejsze łańcuchy, aby dopiero peptydy z tego rozpadu powstałe, wwierciły się pomiędzy ciasne komórki naskórka. Ogromna ich część grzęzła w pokładach keratyny, w kanałach łojowo-potowych, w warstwie rogowej, która nie była przecież codziennie ścierana peelingiem. Tylko część przedzierała się aż do warstwy podstawnej, a jedynie nieliczne do macierzy międzykomórkowej skóry właściwej, gdzie spełniały swoją misję: misję peptydów sygnałowych aktywizujących fibroblast do nadprodu kcji kolagenu ustrojowego. Do procesów neokolagenogenezy (patrz: newsletter z 28.04).

Aby więc ten niesamowity preparat skutkował właściwie, należało aplikować go całymi tygodniami i miesiącami, systematycznie i w prawidłowy sposób. Wygrywały konsumentki wyedukowane, najcierpliwsze i najkonsekwentniejsze. Jak ze wszystkim w życiu. Jak w dystrybucji sieciowej tego kolagenu. W niej również zwyciężały te konsekwentne, nie zniechęcające się zbyt szybko… Wszystkie użytkowniczki kolagenu naturalnego nie wygrywały jednak jego największych atutów- anti-age. Gdyby tak było, to sprzedawał by się on „sam”, a nie wymagał nieustannego orędownictwa, bez którego nie miałby popytu. Ale ponieważ świetnie nawilżał i leczył dziesiątki przypadłości, urazów, drobnych ranek, a przede wszystkim oparzeń, więc zadomowił się w kilkudziesi ęciu tysiącach mieszkań, nie tylko w Polsce. Również dlatego, że tysiącom kobiet podreperowywał budżet, a setki świetnie dzięki niemu zarabiały.

Aliści w 2015 roku gruchnęła wieść, że po ćwierć wieku eksperymentowania z polskim rybim kolagenem uzyskano jego nowe, niesamowite formuły. I to aż kilka ich w zbliżonym czasie. To, co realnie dokonano, było niewiarygodne, ale jednak się stało. I znowu zrobili to polscy naukowcy. W dwóch ośrodkach: w Gdyni i w Jeleniej Górze.

Kolagen, który pokazał się w 2015 na rynku nie bał się temperatury ! Nawet kilkudziesięciu stopni Celsjusa ! I osiągnięto to metodą nie chemiczną, nie poprzez dodawanie czegokolwiek, ani żelowanie go, czy hydrolizację, lecz metodą fizyczną. O ile dowód na to, że „stary” kolagen jest „żywy” wymagał fotografii densytometrycznej, pokazującej konformację jego spiral, to „nowy” pozwalał zaobserwować to gołym okiem ! Gdyż jego peptydy po schłodzeniu łączyły się z powrotem w większe agregaty, a rozrzedzająca się pod wpływem temperatury całość wracała za każdym razem do gęstej postaci żelowej.
Ponieważ były to kolageny nowej generacji ! Kolageny o kontrolowanym i odwracalnym procesie rozpadu na ich poziomie drugorzędowym ! M iały pH nie 3,8- 4,2 jak „stary” kolagen, lecz zbliżone do pH ludzkiej skóry – constans 5,15- 5,60. Znakomicie lepiej wchłanialne i transdermalne. Przygotowane bowiem do tej roli w procesie wytwórczym tak samo, jak przygotowuje się peptydy laboratoryjne, np. matrykiny.

Taki kolagen nie wymagał żadnych styropianowych termoboxów, mógł stać na półce nawet nieklimatyzowanego sklepu i … szykował się do podboju świata. Emulgował się ze złotem koloidalnym, hialuronami, a przede wszystkim z najnowszymi i najskuteczniejszymi substancjami naprawczymi dla skóry, jak dysmutaza nadtlenkowa (SOD – SuperOxide Dismutase), czy z dopiero co odkryta neotymozyna Beat 4, nad którą badania prowadziły tylko dwa ośrodki na świecie, w tym jeden w Jeleniej Górze. Pracowali nad tymi formułami kolagenów wybitni polscy naukowcy, posiadacze w sumie kilkudziesięciu patentów w dziedzinie medycyny, farmacji i biochemii.
Badania zostały wnikliwie opisane, a ich plon już w 2014 roku zgłoszony w Urzędach Patentowych w Polsce i w USA.”

  •  
    2
    Udostępnienia
  • 1
  •  
  •  
  • 1
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz