Dzisiaj o silikonach, SLS-ach i nowych produktach Colway.

3Dzisiaj o silikonach, SLS-ach i nowych produktach Colway

W mediach często słyszymy o szkodliwym działaniu silikonów zawartych w różnego rodzaju kosmetykach, a najczęściej tych w preparatach do pielęgnacji i stylizacji włosów. Swego czasu propaganda przeciw silikonowa stała się chyba jeszcze silniejsza od „antyparabenowej”. Czy słusznie? Może warto przyjrzeć się nieco bliżej tym konkretnym składnikom ?

Zalety silikonów 

Silikony to bezbarwne i bezwonne substancje mineralne, których głównymi składnikami są kwarc oraz metaliczny krzem. Najczęściej możemy je spotkać w szamponach, odżywkach i kosmetykach do stylizacji włosów. Rzadziej w kosmetykach naskórnych. Ich niekwestionowaną zaletą są natychmiastowe efekty – wygładzenie, jedwabistość i miękkość, które widoczne są szczególnie na włosach suchych, zniszczonych czy matowych. Ponadto silikony ułatwiają rozczesywanie i nadają połysk, jednocześnie nie wywołując żadnych podrażnień i uczuleń, nawet u osób alergicznych, a stosowane z umiarem, nigdy nie obciążają włosów. Świetnie radzą sobie również z działaniem niekorzystnych czynników atmosferycznych i promieniowaniem UV, co czyni je częstym składnikiem serii przeznaczonych do pielęgnacji włosów latem. Zimą z kolei idealnie zabezpieczają włos przed zimnem, a także przed uszkodzeniami mechanicznymi, spowodowanymi ocieraniem się włosów o odzież. Dzieje się tak dzięki szczelnej barierze, którą silikony tworzą na włosie. Co jeszcze ? Pełnią funkcję emolientów, dają gładkość, pozostając – co jest bardzo ważne – obojętnymi dla skóry. Pomagają zachować w niej wilgoć, a nawet chronią przed detergentami i szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, dlatego stosowane są, np. w kosmetykach wodoodpornych. Te stosowane w kosmetykach naskórnych mają zazwyczaj delikatną, aksamitną formułę, są miłe w dotyku, a na twarzy nie pozostawiają tłustej, lepkiej warstwy, tylko efekt gładkiej, lekko zmatowionej cery. Poza tym jest jeszcze jeden ważny element – nawet jeśli nieświadomie, my kobiety bardzo często po prostu lubimy kosmetyki z silikonami i intuicyjnie je wybieramy.

 


Zastrzeżenia

Wydaje się zatem, że wszystko jest w porządku, ale… nie do końca, a raczej nie w przypadku wszystkich komponentów silikonowych. Należy najpierw wiedzieć, że ta szczelna bariera powoduje również utrudnienie w przenikaniu substancji dla włosa korzystnych, zawartych w kosmetykach pielęgnacyjnych. Zbyt duże nagromadzenie silikonów może więc udaremniać nasze inne zabiegi kosmetyczne, powodować obciążenie włosów oraz utrudniać ich koloryzację. Co musimy zatem robić, aby silikony dawały nam samo tylko dobre? Wystarczy właściwie często myć włosy dobrym, efektywnym szamponem. No tak… tylko, że skuteczne szampony, to zazwyczaj te, które zawierają silne detergenty, np. SLS-y.

Tu odrobina edukacji: SLS to siarczany sodu: Sodium Lauryl Sulfate. Ewentualnie SLES Sodium Laureth Sulfate . Warto zapamiętać, bo w kosmetologii mydlano-szamponowej występuje sporo komponentów, które mają w nazwie słowa na: S, L i S, a nie chciałybyśmy, abyście Wy drogie Panie któreś niewinne, a często dobroczynne komponenty posądziły o bycie – pewnie też niewiele winnymi, ale za to popadłymi w niełaskę, niczym parabeny – SLS-ami, czyli siarczanami sodu.

Zazwyczaj dopiero substancje myjące, takie jak SLS, czy SLES usuwają z włosów nagromadzone na nich silikony z grupy nierozpuszczalnych w wodzie. My, w Colway mamy tu pewną przewagę nad ogółem konsumentek. Mamy bowiem produkt wyjątkowy – Kolagenowy Żel do Mycia. Delikatny, skuteczny, mimo że wolny od detergentów z grupy SLS , to bardzo dobrze zmywający większość silikonów zarówno ze skóry, jak i z włosów.

Uwaga ! Już niebawem Colway wprowadzi dwa nowe produkty: Kolagenowy Szampon do Włosów i Odżywkę. Są to produkty nowej generacji, podobnie jak znany wam Żel do Mycia. Polubicie je na pewno.

Uczmy się czytać składy INCI !

Edukując Was z zakresu kosmetologii, zawsze namawiamy do zdobywania wiedzy o komponentach i do studiowania na bazie tej wiedzy etykiet produktów, które stosujemy. Tym razem po to, abyście zawsze mogły sprawdzić, jakiego rodzaju silikony one zawierają, gdyż na szczęście kampania antysilikonowa, jest – jak to w internecie bywa – bardzo dyletancka. Nie wszystkie silikony są „podejrzane” i nie wszystkie wymagają stosowania silnie działających środków oczyszczających.

A więc silikony szkodliwe czy nie ?

Na temat silikonów obecnych w kosmetykach do włosów i skóry powiedziano już wiele niedobrego. Że są substancjami sztucznymi, że oblepiają kosmyki, zatykają pory, że prowadzą do nasilenia trądziku albo do powstania nowych krostek. Przeciwniczki silikonów mówią, że włosy po nich są bez wyrazu. I rzeczywiście, są to rzeczy możliwe, gdy silikony z pewnej grupy, o czym będzie dalej, nawarstwią się na skórze głowy. Ale – powtórzmy – nie zawsze i nie każde te związki odpowiadają za jakiekolwiek niekorzystne reakcje włosów, czy skóry !

Demakijaż to podstawa

Problemem paradoksalnie jest skuteczność, czyli trwałość silikonów – tak mocno trzymają się skóry, że miewamy problem z ich całkowitym usunięciem. Pozostałe na twarzy, czy włosach resztki mogą rzeczywiście zatykać pory i powodować wyżej wymienione, nieprzyjemne konsekwencje. Pamiętajmy jednak też, że mnóstwo elementów nagonki na te substancje nie ma żadnego oparcia w faktach. Nie ma bowiem silikonów transepidermalnych ! Zawsze pozostają one na zewnątrz – na naskórku, nie mogą tym samym w żaden sposób rzeczywiście zaszkodzić naszemu organizmowi. Uczciwie mówiąc, to jedyną „winą”, jaką silikonom (i wyłącznie tym nierozpuszczalnym w wodzie) udowodniono – jest zatykanie przez nie porów skórnych. Podstawą jest zawsz e dokładny demakijaż !

Które są całkowicie bezpieczne, a z którymi ostrożnie ?

Obecnie większość drogeryjnych kosmetyków do włosów zawiera silikon. Szacuje się, że silikony znajdują się aż w 55 proc. produktów do włosów dostępnych na rynku. Sam fakt, że silikon znajduje się w szamponie czy odżywce, nie jest jednak żadnym powodem by z produktu rezygnować. Ważne jest przede wszystkim, jaki to rodzaj silikonu, a także, jakie jest jego działanie i łatwość zmycia jego nadmiaru.

Silikony dzielą się na rozpuszczalne i nierozpuszczalne w wodzie. Te pierwsze nie stanowią właściwie żadnego problemu, ponieważ są regularnie usuwane podczas zwykłego płukania, a nawet kąpieli w jeziorze. O szkodliwe działanie podejrzewane są kosmetyki zawierające takie silikony, które mogą usunąć jedynie silne detergenty. Raczej zatem odradza się używania kosmetyków do włosów, które mają w składzie: simethicone. trimethylsiloxysilicates, , cyclohexasiloxane, trimethicone, cyclomethicone, cyclopentasiloxane. Wymagają one bowiem zmywania silnymi detergentami (przy czym jednak dwa ostatnie ulatniają się z włosów po kilku dniach same).

Poniżej wyliczamy silikony nierozpuszczalne w wodzie, lecz dające się łatwo usuwać przez preparaty myjące, zarówno te z SLS-ami, jak i lepszej jakości substancje myjące, które SLS-ów nie zawierają. Do tych ostatnich należą m.in. nasz Żel do Mycia i nowy Kolagenowy Szampon Colway:

Amodimethicone
Dimethicone
Dimethiconol
Beheonoxy dimethicone
Phenyl trimethicone

Silikony rozpuszczalne w wodzie:

Dimethicone copolyol
Laury methicone copolyol
Hydrolyzed wheat protein hydroxyporpyl polysiloxane
oraz silikony zawierające w swojej nazwie PEG (im wyższy znacznik, tym większa rozpuszczalność w wodzie)

 

Przeważają korzyści

To typowe fałszywe uogólnienie, że silikony w kosmetykach do włosów są złe. Niektóre z nich mają wręcz zbawienne działanie na nasze kosmyki – zatrzymują wilgoć we włosie, wygładzają je, przywracają im blask i sprężystość. Silikon chroni zwłaszcza końcówki przed urazami mechanicznymi i zniszczeniami. Tworzy on również ochronną powłokę na skórze głowy, co zabezpiecza ją przed działaniem czynników zewnętrznych i zapobiega utracie wody. Silikony są bezbarwne, bezwonne i przeważnie całkowicie obojętne dla skóry. Szczególnie dobre konotacje wśród specjalistów mają silikony rozpuszczalne w wodzie, a z nierozpuszczalnych np. aminodimetylosiloksan (w składach INCI występuje jako amodimethicone). Są to emolienty tworzące bardzo korzystny film na powierzchni skóry i włosów, który ogranicza ucieczkę wody. To substancje niekomedogenne, czy li nie powodujące nigdy powstawania zaskórników, natomiast kondycjonujące włosy. Poprawiają rozczesywanie na sucho i na mokro, zapobiegają splątywaniu, wygładzaj a włosy, wykazują działanie antystatyczne, dzięki czemu zapobiegają elektryzowaniu się włosów. Wpływają na właściwości sensoryczne, nadają połysk i pozostawiają uczucie miękkości na włosach. Utrwalają fryzurę. Stosowane są zarówno w preparatach do stylizacji włosów takich jak aerozole, pianki jak i w preparatach kondycjonujących włosy np. w odżywkach, maskach.

Gdy silikonu jest za dużo

Silikonu przybywa na skórze głowy szczególnie wtedy, gdy używamy maseczek, które je zawierają. Nie można nawet jednoznacznie stwierdzić, które silikony są bezpieczniejsze dla włosów. Wszystko, co mówi się złego o tych substancjach mineralnych, to są z punktu widzenia kosmetologa: plotki. Potocznie, gdyż bez żadnego oparcia o badania naukowe, przyjmuje się ostatnio, że osoby z wrażliwą skórą głowy powinny sięgać po kosmetyki z silikonami rozpuszczalnymi w wodzie lub łatwo zmywalnymi. No cóż… Czy nie mówimy Wam, że warto się uczyć umiejętności odczytywania składu INCI ? Aby zmyć większość silikonów nierozpuszczalnych, ogromna część konsumentów stosuje środki zawierające SLS-y. Szampony z siarczanami sodu świetnie bowiem myją włosy i wytwarzają sporo piany, ale …
… dorobiły się złej, żeby nie powiedzieć , fatalnej opinii.

SLS-y winne, czy nie – odrzucamy je z naszych produktów

To częsty w dzisiejszych czasach przypadek, kiedy słyszymy lub czytamy, że lekarstwo jest gorsze od choroby. Z SLS-ami jest podobnie jak z parabenami. Od kiedy 15 lat temu jakiś amerykański bloger napisał, że siarczanów sodu używa się także do czyszczenia zęz okrętowych z wszystkiego co na dno statku spływa (to akurat prawda) – uruchomiony został forumowo-blogowo-kawiarniany łańcuszek absurdów, jaki skutecznie obrzydził miliardowi kobiet substancje, które wszelkie instytuty bez mrugnięcia okiem zatwierdzają nawet w kosmetykach dla niemowląt. Które znajdziecie nawet w markach silnie podkreślających bezpieczeństwo zdrowotne swoich produktów, jak LPR, czy Vichy. Ba ! SLS-y znajdziecie też w szamponach leczniczych, przepisywanych na receptę i w wielu produktach typowo aptecznych. Trudno jest więc racjonaliście uwierzyć w jakikolwiek sens nagonki na nie. Jest to chyba jeszcze głupsza historia, niż ta z parab enami (o czym pisałyśmy w „Uśmiechach od Colway” w lutym). Nie ma bowiem na całym świecie czegoś takiego jak substancja szkodliwa w ogóle. Szkodliwa (jeżeli w ogóle) może być tylko jakaś ilość czegoś – np. tlenu… Wiele skutecznych leków, to trucizny, jakkolwiek w małych ilościach to zbawienne medykamenty.

Przeczytać więc można, jakoby siarczany sodu były trucizną, co nie jest prawdą – te związki nie są toksyczne nawet po bezpośrednim spożyciu. Że osadzają się na skórze (?) i w mieszkach włosowych (?), a potem przedostają się do serca, wątroby, płuc i mózgu, stopniowo wyniszczając organizm. Mają też być rakotwórcze. Zgroza.
Oczywiście nie ma żadnych dowodów na żadne szkodliwe dla zdrowia działanie SLS-ów. Jest dokładnie na odwrót – nie wzbudziły one najmniejszych wątpliwości ani jednej z instytucji stojących na straży zdrowia ludzkości i żadna z instytucji rejestrujących substancje kancerogenne nawet nie pomyślała o wciągnięciu na swoje listy siarczanu sodu.

Ale … jakie to ma znaczenie dla nas ? Jest nagonka na parabeny ? Więc pozbyliśmy się z Kolagenu Naturalnego parabenów. I robimy biznes. Jest narastająca niechęć do SLS-ów ? Wprowadziliśmy Żel do Mycia bez nich, który robi furorę, bo świetnie myje, nikomu niczego nie podrażnia, a za moment wprowadzimy Szampon i Odżywkę. I robimy biznes !

Polecamy również lekturę: http://blogcaskady.blogspot.com/2012/05/sls-i-sles-czyli-o-co-tyle-szumu.html

Dodaj komentarz