Jak się pozyskuje polski, rybi kolagen? (część 1)

Spread the love
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 1
  •  
  •  
  •  
  •  
    1
    Udostępnij

Jak się pozyskuje polski, rybi kolagen? (część 1)

Pośród mailami odpowiadającymi na pytania: jak możemy poprawić nasze colwayowe media, znalazły się dwa, w których sympatyczne panie napisały, że od „Uśmiechów od Colway” oczekują, by serwowały więcej informacji o sensacjach kosmetologicznych.

No cóż… O te sensacje wcale nie tak łatwo Drogie Panie, no chyba, że ktoś wierzy reklamom, które wieszczą rewelacje i sensacje co i rusz, ale prawda jest taka, że od 80-ciu z górą lat, bo tyle sobie liczy nowoczesna kosmetologia, odkryto dokładnie jedenaście dobrotliwych dla kondycji naszej skóry substancji, które realnie są w stanie pokonać barierę naskórka, czyli zrobić coś więcej w dziedzinie anti-age, niż nawilżyć i rozświetlić okrywający nas organ. Dlaczego transdermalność dla kosmetyków jest aż tak problematyczna? Polecamy krótki, treściwy artykuł na ten temat: http://www.gazeta-dobryznak.pl/index.php?art=1415

Epidermę penetrują zatem oprócz gazów, promieni i fal radiowych – tylko jony niektórych pierwiastków, np. sterydy endodermalne, mikrocząsteczki będące czynnikami wzrostu fibroblastów, liposomy, nieliczne witaminy, mikrosfery lipidowe i inne bardzo małe agregaty białkowe, czyli aminokwasy i krótkie łańcuchy peptydowe.

Na tych ostatnich trochę się przez minione lata poznaliśmy, więc to jest jedyna sensacja kosmetyczna o jakiej możemy na razie Wam opowiedzieć.

O mechanizmach trandermalności produktów rozpadu 3-helis kolagenowych było już nieraz (polecamy tu nieustannie aktualizowany Zeszyt nr 2 dostępny w Colway) i będzie też jeszcze nie raz. Szczególnie, że w ofercie Colway pojawią się kolageny nowej generacji takie, którym inżynieria biochemiczna wydatnie pomaga właśnie w przybraniu postaci fizycznej bardziej sprzyjającej zdolności penetrowania epidermy. Będziemy Was w tym temacie z przyjemnością edukować.

Dzisiaj od początku. Jak ma być sensacja, to niech będzie. Odpowiemy, na ile możemy, na pytanie o sekret: na czym polega rdzennie polska metoda ekstrakcji kolagenu natywnego (zachowującego pierwotną konformację 3-helis) bezpośrednio ze skór rybich?

Takie proste, a takie trudne…

Wbrew pozorom nie jest to już dziś aż tak wielki sekret. Co najmniej kilkanaście osób potrafi w Polsce wyizolować ze skór rybich znany Wam dobrze kolagen. Oczywiście jeden żel kolagenowy będzie „lepszy” inny „gorszy” w tym sensie, że różniący się zapachem, kleistością, odpornością termiczną, nawet wielkością agregatów białkowych. Ale tak, jak w procesie destylacji powstaje mocny alkohol, jak z rafinacji wyłania się płynne paliwo – tak tu mamy do czynienia z procesem hydratacji. Nie można zajść w ciążę częściowo i tak samo nie ma „trochę” hydratów kolagenu ze skór rybich. Albo molekuły kolagenu przeskoczą do roztworu (ściślej: hydratu) przyłączając cząsteczki wody, albo nie. Suflet jajeczny też nie może udać się częściowo. Wie o tym każda mistrzyni kuchni. Albo opadnie, albo się uda. Kiedy proces „uwadniania” trzeciorzędowego biał ka, jakie opuszcza fibroblasty się powiedzie, kiedy skutecznie odfiltruje się potem miliardy 3-helis wiążących wodę, a jednocześnie siebie nawzajem – to finalnie uzyskamy żel o fascynująco prostym składzie. Czyli hydrat kolagenu ze skór rybich.

Najpierw wybiera się ryby

Właściwie, kolagen jaki znacie (natywny), można pozyskać ze skóry każdego kręgowca, każdej istoty, w której procesach metabolicznych oprócz chondrocytów, kolagen wytwarzają też komórki znane jako fibroblasty, mieszczące się głównie w skórze. Najłatwiej jednak, (co odkryli Skrodzki, Michniewicz i Kujawa już w 1985 r) zrobić to poddając obróbce skóry rybie. Wybierając surowiec, producent kieruje się takimi kryteriami, jak: dostępność, łatwość błyskawicznego zamrożenia po odłowie; jak to, by ryba była ekologiczna, czyli nie kumulująca np. pierwiastków ciężkich, bądź toksyn (a więc najlepiej karmiąca się sama np. glonami w czystym akwenie). Istotnym jest, by była „wydajna”, co oznacza grubą warstwę proteinową w jej skórze, przy cienkiej lipidowej i łatwym później ich oddzielaniu. Po licznych próbach „casting na dawcę” najlepszego  wygrała tołpyga (Hypophthalmichthys), ryba słodkowodna, karpiowata, żywiąca się fitoplanktonem, relatywnie niedroga i „dająca” kolagen, z którego ekstrahujący „wyciągali” największą odporność termiczną na denaturację. Ta ostatnia zaleta pozwoliła wygrać tołpydze z łososiem, z którego izolowano kolagen wcześniej i patrząc biochemicznie, absolutnie nie gorszy (wniosek patentowy J. Przybylskiego z 2002 r.). Eksperymentowano z różnym powodzeniem także z innymi rybami. Np. z sumem afrykańskim. Uważa się zresztą, że jeśli hydrat kolagenu pozyskujemy po to, by poddać rozbiciu jego 3-helisy, bądź natychmiast poddać go liofilizacji, to gatunek ryby nie ma większego znaczenia.

Następnie trzeba precyzyjnie skóry rybie oskrobać

W praktyce wygląda to tak, że skóry dzieli się najpierw na partie silnie, średnio i w ogóle nie zapigmentowane (grzbiety, boczki i brzuszki), a potem żmudnie i ręcznie oskrobuje, oddzielając warstwy lipidowe i mięso od warstwy, w jakiej rybie fibroblasty produkują kolagen. Jest to praca, w której prawdopodobnie nigdy ludzi nie zastąpią maszyny i zarazem słaby punkt tej metody. Nie taniej, niezbyt wydajnej, będącej w istocie manufakturą. Taka obróbka wstępna i takie pozyskiwanie surowca powoduje, że poszczególne partie kolagenu wykazują często różnice właściwe produktom naturalnym. Znany Wam od dziesięciu lat żel kolagenowy rzadko jest identyczny w różnych partiach. Może być mniej lub bardziej gęsty. Bywa, że Graphite jest mniej zapigmentowany niż Silver. Zdarza się iż Platinum już 3-4 miesiące od wytworzenia łapie żółte przebarwienie. Despiralizuje się już w 26°C albo dopiero w 29°C.

To wszystko wynika z tego, że skóry pochodzą od tołpyg białych lub pstrych. Osobników młodszych bądź starszych. Trafiły do nas z Polski lub z Bałkanów, a nawet z Azji. Różnie się odżywiały, różnie spędziły zimę itd., itp. Ich naturalne różnice powodują, że nawet wierne trzymanie się tej samej metody i procedur nie gwarantuje identyczności fizyko-chemicznej końcowego produktu.

W każdym razie skóry zostają gruntownie oczyszczone, oskrobane, posortowane i pocięte w paski. Co się z tymi paskami dzieje napiszemy w następnym odcinku…

Jesteśmy pod wrażeniem ilości opinii, jakie napłynęły na temat Szamponu Kolagenowego i Odżywki z Kolagenem. Bardzo Wam za nie Dziękujemy!!! Na temat szamponu nieco ponad połowa recenzji, jakie wpłynęły to głosy krytyczne. Wydaje się, że nieco przeholowano z konwencją organic tego produktu. Zabrakło też edukacji w zakresie najnowszej wiedzy trychologicznej, mówiącej, iż związek pienienia się szamponu z jego skutecznością jest… żaden. Tym niemniej wskazaliście na dostatecznie dużo nietrafionych oczekiwań, aby produkt ten już, od zaraz poszedł do poprawki. VENA – wytwórca, zabiera się więc za to wg otrzymanych sugestii. Mamy nadzieję, że bez rewolucji chemicznej w składzie, bez silikonów nierozpuszczalnych – uda się uzyskać formulację, która zadowoli tym razem (prawie) wszystkich. Odżywka dostała mniej ocen w ogóle i znacznie mniej głosów krytycznych. Co do niej zatem decyzji j eszcze nie ma. Jest jednak najprawdopodobniejsze, że obecna formuła nie będzie ostateczną.

Mamy mnóstwo świeżych, ciekawych informacji na temat substancji, którymi interesuje się Colway w perspektywie nowych produktów, jakie nas czekają. I mamy zgodę na publikowanie ich w „Uśmiechach od Colway”. A więc latem nie będzie żadnych wiadomości zastępczych, ani sezonu ogórkowego. Mówiąc bardzo popularnym od sławnego przemówienia Jarosława na EFBA powiedzeniem: będzie „samo gęste”.

  •  
    1
    Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  • 1
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz