Jak się pozyskuje polski, rybi kolagen? (część 2)

colvita, kolagen a tabletkach, kolagen Colway, lagenko

Jak się pozyskuje polski, rybi kolagen? (część 2)

Temat poprzednich „Uśmiechów” trafił dobrze. Wnioskujemy to z Waszych maili. Nawet dziwi nieco ten entuzjazm. Wydawać bowiem się mogło, że Uczestnicy Sieci Colway sporo wiedzą na temat, jak się ekstrahuje natywny kolagen. Jednak tak nie jest. Wiedzą to, jak się okazuje, tylko ci spośród Was, którzy zapraszają do siebie prezesów. Inni nie. A dla ponad 12-tu tysięcy subskrybentów naszego newslettera może być to rzeczywiście wątek sensacyjny. Spieszymy więc zaspokoić Waszą ciekawość. Oto ciąg dalszy tej opowieści:

Elementem osiowym polskiego wynalazku jest rozpuszczenie skór

Poprzedni odcinek zakończyliśmy na etapie przygotowania skór rybich do izolowania z nich molekuł kolagenowych. Stanęliśmy na paskach.

Otóż te paski po prostu umieszcza się w słojach laboratoryjnych w roztworze kwasu organicznego, w którym ulegają stopniowemu, kilkuetapowemu rozpuszczaniu. I znowu tak, jak można by użyć do pozyskania kolagenu skór różnych ryb, tak można użyć różnych kwasów organicznych. W praktyce jednak wytwórcy posługują się kwasem mlekowym. Jest niedrogi, skuteczny, a jego pozostałości w kolagenie pomagają (poprzez otwieranie komórek keratynocytowych) w wchłanialności peptydów, które powstają z rozpadu 3-helis tworzących aplikowany na skórę żel. Kwas mlekowy ma też sam w sobie właściwości kosmetyczne (np. wybiela przebarwienia skórne). Nie jest „chemią obcą”, mamy go wszak w organizmie wszyscy. Jego wadą jest to, że w tej metodzie nie można obniżyć jego finalnej obecności w końcowym składzie na tyle, by przybliżyć pH hydratu kolagenu do poziomu kwasowości pożądanej przez skórę, czyli 5-6 pH . Polski, rybi kolagen miał dotąd zazwyczaj 2,8-3,5 pH (co niebawem rewolucyjnie zmienimy !).

starzenie

Ten etap wymaga już pełnej sterylności, paski są wielokrotnie płukane, woda użyta do roztworu musi być idealnie czysta (np. osmotyczna), naczynia dezynfekowane itd. Najmniejszy błąd spowodować może utratę całej partii kolagenu z powodu np. zarażenia jej pleśnią.

Poszczególni wytwórcy dodają na tym etapie jeszcze inne kwasy, bądź sole, co pozwala każdemu z nich twierdzić, że posiada metodę autorską. Kolagen dzięki temu może rzeczywiście mieć nieco odmienne właściwości fizyczne (np. jak produkt Inventii charakteryzować się „puszystością”, czy mniejszą kleistością niż kolagen Przybylskiego). Nie ma to jednak żadnego znaczenia dla reakcji w tej metodzie kluczowej. Wymogiem sukcesu jest, by trójspiralne molekuły kolagenu przyłączyły cząsteczki wody z roztworu, w którym rozpuszczono skóry. By nastąpiło zjawisko hydratacji. Do tego wystarcza jeden kwas oraz wiedza o proporcjach, o temperaturze i o czasie reakcji. Nie specjalnie skomplikowana, dodajmy.

Rozpuszczone właściwie paski wcześniej przygotowanych poprzez obróbkę mechaniczną skór tworzą już masę – hydrat, której formę żelową nadają dominujące w niej trójspiralne molekuły kolagenu. Poza nimi pozyskaną substancję stanowią resztki białkowe, produkty uboczne reakcji i elastyna.

Na tym etapie zatrzymał się zespół, który opisywaną metodę wynalazł. Skrodzki, Michniewicz i Kujawa jeszcze nie potrafili hydratu kolagenowego odpowiednio filtrować. Uczyniono to efektywnie dopiero w 2002 roku w Instytucie Chemii Uniwersytetu Gdańskiego. Tam zamknięta została metoda, którą posługują się do dziś wszyscy wytwórcy żeli kolagenowych. Przez całe lata jej autorstwo skutecznie zawłaszczał medialnie Józef Przybylski. Jednakże po wieloletnich sporach sądowych ostatecznie prawo ochronne uzyskał jego ówczesny współpracownik – dr Andrzej Frydrychowski.

Filtracja – bardzo ważna dla jakości kolagenu

Pierwsze polskie kolageny, które rozprowadzano już jako gotowy kosmetyk z natury, filtrowane były przez jedwab. Pozyskaną masę po prostu przeciskano ręcznie tylekroć przez tkaniny, aż uzyskiwała względnie jednorodną konsystencję. Niszowi wytwórcy polskiego, rybiego kolagenu czynią tak zresztą po dziś dzień. Jednak w manufakturach laboratoryjnych, które ekstrahowały coraz bardziej znaczące handlowo ilości szybko zastosowano filtrację dokładniejszą. Collagen Beauty (2003) oraz Inventia (2005) zastosowały prasy mechaniczne lub hydrauliczne, które pozwalały przeciskać żel przez filtry znacznie dokładniej oczyszczające go z reszt i oddzielające większe agregaty białkowe, niż było to możliwe ręcznie przez jedwab. Materiały stosowane w filtrach stanowią oczywiście sek ret każdej wytwórni, ale możemy Wam zdradzić, że sprawdza się w tej roli świetnie np. wysokogatunkowy filc… W kolagenach wytwarzanych obecnie, bardzo dobrze fitrowanych, dominują już 3-helisy typu α1 oraz α2 o masie niewiele przekraczającej 100 kDa. Czyli cząsteczki relatywnie niewielkie. Tzw resztki białkowe stanowią w nich zaledwie kilka procent, przy kilkunastu jeszcze 10 lat wcześniej.

Przefiltrowany kolagen zawiera ok. 96% wody. Na masę suchą, czyli 4% składają się w 90% białka (także białka niekolagenowe, np. melanina i elastyna, resztki wiązań itp.). Ale aż 80% z tego – w kolagenie zrobionym z dołożeniem wszelkiej staranności – stanowią molekuły pod postacią potrójnych helis. To one wiążąc wodę i pozostałości kwasów (ok 2%) nadają znanej Wam dobrze masie konsystencje żelową. Oczywiście dopóki wiązania wewnątrz- i międzyspiralne nie ulegną rozerwaniu np. pod wpływem temperatury.

Zaawansowani technologicznie producenci potrafią już nawet odfiltrować część białek melaninowych, czyli pigmentu, którego ilość decyduje o tym czy nasz Kolagen Naturalny będzie Platinum, czy Graphite. Część – podkreślmy jednak – bo wyeliminowanie całego praktycznie barwnika wymaga już technologii innej. Jak się domyślacie: mamy ją w zanadrzu i jeszcze tej jesieni zamierzamy pokazać jej efekty.

Proste, a jakże genialne

Jeżeli niektórzy Czytelnicy dotarli kiedyś do opisów metody hydratacji polskiego rybiego kolagenu, jakie składali rozliczni kandydaci na jej „ojców” w Urzędzie Patentowym Rzeczypospolitej Polskiej, jeżeli czytali niezwykle skomplikowane opisy odwirowywania, próby zastrzeżenia dwudziestu kwasów i tyluż materiałów filtrujących, to musimy Wam powiedzieć, że to była niestety literatura science fiction, na której wszakże polski Urząd patentowy koniec, końców się poznał. Metoda pozyskiwania znanego Wam kolagenu jest w istocie tylko jedna, bardzo prosta, a jednocześnie na tyle „trudna”, że jak dotąd nie „opuściła” jeszcze naszego kraju (co jednak prędzej, czy później nieuchronnie się stanie). „P rostota” metody oczywiście w żaden sposób nie umniejsza genialności naszego rodzimego wynalazku. Odkrycie sposobu na wyizolowanie ze skór rybich molekuł kolagenu, jakie w tej konformacji istniały dotąd tylko w organizmach żyjących kręgowców, niewątpliwie było jednym z najciekawszych wynalazków biochemii XX wieku. Fakt, że substancja tak pozyskana jest praktycznie gotowym, w 100% naturalnym i jakże efektywnym kosmeceutykiem, o szokująco prostym składzie, to również fenomen. Jest to ciągle produkt o ogromnym potencjale, także potencjale marketingowym. I naszą rolą jest tę szansę wykorzystać. Patent na stosowanie tej metody ostał się tylko jeden i wreszcie prawomocnie, co również uprości w przyszłości wiele kwestii.

W postaci wyżej opisanej kolagen natywny miałby szansę „przeżyć” bez rozpoczęcia się w nim nieuniknionych procesów gnilnych czy pleśniowych maksymalnie dwa tygodnie. I to przechowywany w lodówce. Jest więc nietrwały, zazwyczaj też silnie kleisty i wydziela rybią woń. A więc to jeszcze nie koniec zabiegów nad nim. W miarę upływu lat wytwórcy uczyli się dostosować końcowy produkt – polski kolagen do oczekiwań konsumentów. I nadawać tej – bardzo prostej, jak widzicie, również w pozyskaniu substancji, jakieś choć cechy indywidualne, oprócz opakowania. Stąd także pewne różnice, głównie fizyczne pomiędzy różnymi kolagenami.

O etapie końcowym i rozmaitych uwarunkowaniach procesu produkcyjnego napiszemy w trzecim, ostatnim już odcinku. Jeżeli macie pytania związane z tym tematem, to prosimy nadesłać je do wtorkowego wieczora.

Dodaj komentarz