Jak się pozyskuje polski, rybi kolagen? (część 3 i ostatnia)

Spread the love
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

unnamed-3Jak się pozyskuje polski, rybi kolagen? (część 3 i ostatnia)

Dowiedzieliście się już, jakie skóry rybie służą do pozyskiwania polskiego hydratu kolagenu, a także co się z nimi dalej robi w procesie biotechnologicznym.

idb02899

 

 

Ten facet na zdjęciu najlepiej o tym wie.

 

 

 

 

Elastyna w żelu kolagenowym

Masa żelowa, którą tworzą wyizolowane w opisany w poprzednich odcinkach sposób białka kolagenowe jest kleista. Nic w tym dziwnego. Colla genno – oznacza etymologicznie „klejorodny”. I rzeczywiście kolagen spełnia w naszym organizmie także rolę kleju spajającego tkanki. Sam zaś jest głównym składnikiem tkanki łącznej. W opinii użytkowników pierwsze kolageny były nawet zbyt kleiste, jak na gotowy kosmetyk do bezpośredniej aplikacji na skórę. I tu pojawia się rola elastyny. W naturalnej ekstrakcji, białko to – siostrzane dla kolagenu, gdyż wytwarzane przez te same fibroblasty – stanowi ok. 1,5 %. Jest też składnikiem pożądanym. W drodze naturalnej ekstrakcji opisanej w poprzednich odcinkach nie można uzyskać w finalnym hydracie elastyny więce j, niż 1700 µgN/cmᶟ. Jednakże w żelach kolagenowych uznanych za jakościowo najlepsze (np. kolagen Inventii) elastyny jest więcej. Lekkie zwiększenie jej ilości powodowało, że kolagen zdaniem użytkowników był od razu przyjemniejszy w kontakcie, bardziej delikatny, puszysty. A więc niektórzy wytwórcy zaczęli tak robić. Jedni izolowali elastynę z pomocą opisanego procesu hydratacji, aby potem dodać ją do żelu, a inni… kupowali gotową w niemieckiej hurtowni i taką dodawali… Bywało, że nawet wołową. Wiemy wszak jak się to ustala i jeśli kiedyś jakiś wytwórca kolagenu będzie nieuczciwie z nami grał, to nie omieszkamy z tej wiedzy skorzystać.

Konserwacja

Temat niezwykle ważny. Żywe, natywne białko to nie jest niestety chrzan i nie da się go zabezpieczyć przed florą bakteryjną, przed nieuchronnymi procesami gnilnymi i przed pleśniami, za pomocą octu, kwasu cytrynowego, askorbinowego, czy z pomocą konserwantów spożywczych. A przynajmniej wyłącznie z pomocą takich substancji konserwujących. Tym bardziej, że molekuły kolagenu po opuszczeniu organizmu ryby-dawcy stają się całkowicie bezbronne w nowym, obcym środowisku wodno-kwasowym. A przecież jak wiemy, potrafią zaklęte, niczym dżin w butelce przez całe lata zachowywać konformację potrójnej helisy, co jest bezspornym fenomenem biochemicznym tego polskiego wynalazku.

Pierwsze kolageny (Skrodzki, Michniewicz, Kujawa) nie będące jeszcze gotowym kosmetykiem z natury, a przewidziane raczej jako komponenty do emulgacji zabezpieczane były hydroksybenzoensanami takimi jak aseptyna, czy nipagina.

Kolagen Przybylskiego/Frydrychowskiego z lat 2001-2003 zawierał euxyl – mieszankę fenoksyetanolu i eteru gliceryny. Potem standardem ochronnym dla żeli kolagenowych stały się już tylko parabeny: ethylparaben, methylparaben, propylparaben. Były bardzo skuteczne i z powodu tego, że polski kolagen w żadnej fazie wytwórczej nie uzyskuje wysokich temperatur – wystarczało używać ich ilości minimalnych, poniżej 0,2 % w składzie. Z pomocą parabenów konserwowały więc swoje produkty Collagen Beauty, Inventia, Max, 3-Helisa i wszyscy pomniejsi wytwórczy niszowi. Większość z nich postępuje tak zresztą do dzisiaj. Parabeny niestety są obecnie źle postrzegane w opinii klientowskiej, którą kształtują bardziej plotki, niż fakty – więc jedni wytwórcy deklarują ich obecno ść w hydracie, inni nie.

Abstrahując od tego, czy parabeny są dobre, czy złe – my, w Colway poszukiwaliśmy rozwiązania takiego, które sprawiłoby, że nazwa Kolagen Naturalny – piękna i niemożliwa do zastrzeżenia przez kogokolwiek – nie będzie tylko sloganem. Aby tak było, z naszego flagowego produktu musiała zniknąć bez śladu chemia nieorganiczna, czyli parabeny. Pierwsze, jeszcze bardzo skromne laboratorium, jakie utrzymywaliśmy sekretnie od jesieni 2005 od razu poszukiwało więc pomysłów na nieparabenową prezerwację kolagenu. Testowało także glikol kaprylowy, który finalnie zastosowała Inventia i który okazał się rozwiązaniem optymalnym, choć ryzykownym. Caprylyl glycol to bowiem w istocie w ogóle nie konserwant lecz emolient i humektant. Zdolność do łamania membran bakte ryjnych przez ten krótkołańcuchowy kwas tłuszczowy wiązany prostym alkoholem, okazuje się jednak dla ekstrahowanego w idealnych warunkach czystości biologicznej kolagenu – wystarczająca, aby „robił u nas za konserwant”. Dodać należy, iż caprylyl glycol należy do nielicznych w kosmetologii substancji transepidermalnych. Nie hamuje więc procesu przedzierania się peptydów z rozpadu 3-helisy na skórze poprzez rogową warstwę naskórka. Kwas glikolowy jest nadto podobnie jak kwas mlekowy substancją kosmetycznie pożądaną dla skóry. Dlatego też jak najbardziej wskazane jest dodawanie go do kwasu mlekowego już na etapie rozpuszczania skór rybich.

Ostatnim elementem konserwacji żelu kolagenowego jest dodawanie do niego kwasu L-askorbinowego, czyli witaminy c – najprzyjaźniejszego z konserwantów stosowanych w np. w przemyśle spożywczym. Kolagen – jak wiemy – uwielbia wręcz środowisko kwasu askorbinowego, który dodatkowo wspomaga jego ochronę przed np. pleśniami.

Jaka przyszłość polskiego, rybiego kolagenu ?

Biotechnologicznie patrząc, trudno jest dziś powróżyć, czy nastąpi jakaś istotna zmiana, innowacja w pozyskiwaniu trójhelikalnego hydratu kolagenu opisanymi sposobami. W istocie, poza modyfikacjami o znaczeniu drugorzędnym, metoda ta pozostaje bowiem w swojej podstawie niezmienna od ćwierć wieku, a w swoich osiągnięciach finalnych od blisko dekady.

My w Colway, pozieramy więc ku kolagenom nowej generacji, czyli takim, które nie boją się temperatur, w których można podnosić pH do poziomu kosmetycznie pożądanego i które pozwolą się emulgować z innymi dobrotliwymi dla skóry substancjami.

Mówiąc prawdę jednak, te „nowe” kolageny to również nie jest jakiś przełomowy wynalazek, lecz po prostu pójście krok dalej z metodą pierwotną. Gdybyśmy mieli w najprostszy sposób opisać, co to właściwie jest takiego, te kolageny, jakie zaproponuje konsumentom Colway już niebawem, to napisalibyśmy tak: to dokładnie ten sam kolagen, jaki znacie, tyle że jakby w fazie przebywania już od kilku minut na Waszej skórze. Kiedy helisy potrójne pod wpływem temperatury ciała już się rozpadły i zaczyna się proces rozpadu helis pojedynczych na peptydy, czyli agregaty wielkości takiej, jakie dopiero mają szansę penetracji naszej epidermy. Przy tym jest to substancja o zmiennej gęstości, przyjaznym pH, pozbawiona pigmentów i dająca się łączyć z in nymi.

Wiemy, że kolageny nowej generacji otworzą nam marketingowo nowe, ogromne przestrzenie. Ale nie wiemy, czy będą one w działaniu lepsze, gorsze, czy po prostu takie same. Na zdobycie tej wiedzy potrzebujemy zapewne wielu miesięcy . Dlatego „stary” poczciwy Kolagen Naturalny, czyli hydrat natywnego, rybiego kolagenu, fascynujące odkrycie polskiej biochemii białek – pozostanie z nami raczej zawsze w ofercie handlowej, a na pewno zawsze w naszych sercach.

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz